Witryna
"Polska Zielona Gospodarka" to strona
informacyjna dla przedsiębiorstw i instytucji z
branży 'ochrona środowiska'. W ramach rutynowej
działalności redakcji PZG powstają przeglądy
struktur i form aktywności w branży.
|
Pierwszy przegląd poświęcony
był definicji Zielonej Gospodarki, jej
powstaniu w Polsce i perspektywie rozwoju.
Kolejny był prezentacją zasad budowy
schematów zrównoważonego rozwoju
gospodarki światowej oraz skuteczności
już wdrożonych zachęt
instytucjonalnych i ekonomicznych. |
Aktualny przegląd poświęcamy
problemowi "efektu cieplarnianego" i wpływu tej doktryny
ekologicznej na potencjał ekonomiczny Polskiej Zielonej
Gospodarki.
|
Ciemna
strona efektu cieplarnianego |
Emisja CO2 pochodząca
z gospodarki jest powodem katastrofalnych zmian klimatycznych.
Społeczność międzynarodowa postanowiła ograniczyć emisję tego
gazu. Na konferencji w Kioto uzgodniono, że gospodarka światowa
będzie zmierzać do ustabilizowania emisji CO2 na
poziomie z lat 1990-tych.
Od tego czasu każdy inwestor musi odpowiedzieć sobie na pytanie
o relację swoich planów rozwoju z polityką ograniczenia emisji
CO2. Przedsiębiorcy posiadający instalacje emitujące
CO2 muszą podjąć temat minimalizacji emisji. Nawet
posiadacze samochodów widzą "efekt cieplarniany" w rosnących
cenach paliw, gdyż politycy szczodrze obciążają je akcyzami.
Nie ma takiego skrawka ekonomii, by nie można tam zobaczyć
konsekwencji polityki minimalizacji emisji CO2.
Tak w skrócie przedstawia się zespół problemów gospodarczych
najczęściej zwany "efektem cieplarnianym".
W ramach zwalczania "efektu
cieplarnianego" ONZ powołała międzynarodową komisję do spraw
zmian klimatycznych IPCC (Intergovernmental Panel on Climate
Change). Zadaniem tej komisji jest koordynacja badań naukowych
nad przyczynami i skutkami pojawienia się niekorzystnych zmian
klimatycznych w XX wieku. Docelowym zadaniem komisji ma być
wskazanie skutecznej strategii dostosowania gospodarki światowej
do zmian klimatycznych, jak też możliwości ograniczenia tych
zmian. Trzeci raport w sprawie "efektu cieplarnianego" ukazał
się w 2001 roku, po dziesięciu latach wytężonych wysiłków
tysięcy naukowców z całego świata. Końcowe wnioski
podsumowania,
skierowanego do polityków decydujących o przyszłości świata,
zawarte są w kilku ważnych konkluzjach:
1. Ocieplenie klimatu jest
stwierdzone jako efekt wynikający z antropogenicznej emisji
gazów cieplarnianych.
2. Niezależnie od sposobu
realizacji światowej polityki gospodarczej temperatura
powierzchni Ziemi będzie rosnąć przez setki lat.
3. Osłabienie niekorzystnych
dla gospodarki zmian klimatycznych wymaga ograniczenia emisji
gazów cieplarnianych znacznie radykalniejszej niż planowana w
ramach porozumień z Kioto.
4. Obok działań na rzecz
ograniczenia emisji gazów cieplarnianych należy podjąć kroki w
celu dostosowania gospodarki światowej do przewidywanych zmian
klimatu.
Zapowiedź katastrofy klimatycznej
poparta jest kilku tysiącami stron podsumowań analiz
klimatologów z wszystkich liczących się ośrodków badawczych.
Dokumentacja prac badawczych obejmuje miliony stron opracowań
naukowych i dziesiątki modeli komputerowych, które opisują stan
atmosfery oraz czynniki klimatyczne wpływające na biosferę
ziemską. Nie można dziwić się politykom, że uznali naukowe
dyrektywy dla kreacji nowej polityki gospodarczej za dobrze
udokumentowane. Jednak przyrodnikom brakuje w tej dokumentacji
wystarczająco jasnego zobrazowania udziału oceanu światowego w
równowadze energetycznej powierzchni Ziemi i atmosfery. Od dawna
ekolodzy wysuwają żądanie precyzyjnego opisu uczestnictwa
biosfery ziemskiej w procesach emisji i wiązania CO2
i metanu. Nadal można wskazać wiele niedoskonałości opisu
aktualnego stanu klimatu, jak też niepewność projekcji zmian do
mniej i bardziej odległej przyszłości. Nie oznacza to jednak, że
polityka ograniczania emisji gazów cieplarnianych jest obiektem
poważnej krytyki w środowisku naukowym. Przezorność nakazuje
zminimalizować presję gospodarki na środowisko, nawet jeśli
dokumentacja uzasadniająca tę dyrektywę może w przyszłości
okazać się niepełną.
Zielona Gospodarka jest od
początku zaangażowana w budowę systemu ochrony klimatu na Ziemi.
Dziesiątki specjalności zawodowych i aktywności gospodarczych
zawdzięcza swoje zaistnienie w ekonomice globalnej tylko idei
"zbawienia naszego świata" przy pomocy ekoenergetyki. Wymienić
trzeba najważniejsze spośród ekotechnologii, które mają zawrócić
nas z drogi do katastrofy klimatycznej.
1. Biopaliwa -
obsiano miliony hektarów upraw energetycznych w celu
zastąpienia paliw kopalnych. Energia słoneczna jest
przetwarzana na biomasę, która asymiluje CO2 z
atmosfery. Następne spalenie biomasy (w celu pozyskania
energii) uwalnia CO2, ale ten będzie znów zużyty w
kolejnym cyklu uprawy energetycznej.
2. Energia słoneczna
- powstały już farmy słoneczne zdolne do komercyjnego
wytwarzania energii cieplnej lub elektrycznej dzięki
bezpośredniej przemianie promieniowania w najrozmaitszych
specjalnie zbudowanych urządzeniach.
3. Energia wiatru i fal
morskich - jedna z najszybciej rosnących gałęzi
energetyki odnawialnej, która wprost wykorzystuje zjawiska
klimatyczne w celu wytwarzania energii elektrycznej.
4. Elektrownie wodne
- najstarsza forma energetyki, której renesans zawdzięczamy
polityce ograniczania emisji.
5. Energia jądrowa
- całkowicie wolna od emisji CO2, jedyna z
tradycyjnych branż energetyki, która nie będzie ograniczana w
związku z "efektem cieplarnianym"
Energetyka alternatywna wobec
spalania paliw kopalnych jest już ważnym uczestnikiem rynku
energii. Zatrudnia miliony osób, wśród których jest kadra
inżynierska z najwyższej półki. Włącza do rynku pracy również
znaczną grupę pracowników o niskich kwalifikacjach. Otoczona
atmosferą posłannictwa, umocowana na bazie odkryć ekologii,
wspierana niepoliczalnymi fundacjami rządowymi, dobroczynnymi i
komercyjnymi, ekoenergetyka staje się elementem kulturowym ery
postindustrialnej. Na tle solidarnej akcji wszystkich państw
uprzemysłowionych odstają dwa wyjątki. USA nie ratyfikowały
protokołu o ograniczeniu emisji CO2, pomimo że
energetyka odnawialna odniosła tam największy sukces rynkowy.
Polska tymczasem nie robi nic w celu ograniczenia emisji poprzez
zwiększenie udziału energetyki alternatywnej do spalania węgla.
Pomimo, że protokół z Kioto ratyfikowała, a następnie weszła do
Unii Europejskiej, która dyktuje najszybsze tempo redukcji
emisji.
Izolacja od tendencji w światowej
energetyce ma w Polsce wymiar socjalny. Tradycja węglowej
energetyki wywiera wpływ na poglądy polityków i środowisk
naukowych wspierających politykę państwa. Nie oznacza to jednak,
że polska Transformacja pozostała bez wpływu na ekomodernizację
gospodarki. W czasie 15 lat dostoswania polskiej gospodarki do
wymogów nakładanych przez akcesję do Unii Europejskiej zdarzyło
się tu wiele akcji władz państwowych, zmierzających do obniżenia
presji gospodarki na środowisko:
- Szkodliwe dla środowiska
branże przemysłowe zmniejszyły skalę produkcji o ponad 60%.
- Wynegocjowano minimalne
dopłaty dla rolnictwa, co zapewnia eliminację presji polskich
rolników na rynek środków ochrony roślin.
- Rybołówstwo oceaniczne
zlikwidowano całkowicie, a bałtyckie zmniejszono o połowę.
- Dwukrotnie poprawiły się
parametry energooszczędności przemysłu, gospodarki komunalnej
i budownictwa.
Dopełnieniem wszystkich przemian
może być udział środowisk naukowych w pracach analitycznych IPCC,
co już zapowiada pojawienie się polskiego reprezentanta na
tegorocznej 24 konferencji w Montrealu. Wprawdzie władze
państwowe nie wykazują większego zainteresowania dyskusją o
podstawach klimatycznej polityki światowej. Decyzje wydawane pod
egidą ONZ i Unii Europejskiej przyjmują jako bezdyskusyjne.
Jednak wśród polskich specjalistów debata nie słabnie, gdyż
opinie alternatywne do powszechnie uznawanych za słuszne
znajdują tu wielu zwolenników.
Niezmiernie trudno jest
polemizować z pierwszą w historii ludzkości globalną akcją na
rzecz środowiska. Opinia, że akcja ta będzie kosztować
gospodarkę globalną tysiące miliardów dolarów, nie wydaje się
dość mocnym argumentem. Zwolennicy "efektu cieplarnianego" są
gotowi ponieść największe ofiary (w imieniu społeczności
narodowych) w celu spełnienia misji "zbawienia Ziemi". Tym
chętniej, że znaczna część tych sum przypuszczalnie trafi do ich
własnych kieszeni. Ryzyko związane z próbą podważenia aksjomatu
(jakim już jest antropogeniczny charakter zmian klimatycznych)
wstrzymuje dyskusję w środowisku przyrodników. Widoczne wady
logiczne dowodów na słuszność hipotezy są przedstawiane przez
nieliczne grupy ekologów zawodowych, pochodzących z obu nacji
opozycyjnych wobec polityki światowej. Amerykanie mają dostęp do
niedawno ujawnionych oceanologicznych dokumentacji marynarki,
które już doprowadziły do rewolucyjnych zmian w poglądach na
ekosystem oceanu. Polacy natomiast uzyskali status niezależnego
obserwatora dzięki oddzieleniu od procesu decyzyjnego. Wszelkie
działania proekologiczne w Polsce toczą się pod dyktando wymagań
Unii Europejskiej, więc polscy specjaliści mogą wyrażać opinie
nie skalane ukierunkowaniem komercyjnym.
 |
Popularny w
Polsce nurt "antycieplarniany" zwykle nie posługuje się naukową
prezentacją argumentów. Światowej tendencji, opartej o budżet
dziesiątków miliardów dolarów, przeciwstawia gołosłowne
deklaracje niewiary. Kolejna forma spiskowej teorii dziejów jest
wiodącą hipotezą, w cieniu której poniewierają się mniej
spektakularne, choć rzetelniej udokumentowane. Najważniejszą
konstatacją obserwatorów sporu jest spostrzeżenie, że po setkach
lat tradycji budowania wiedzy w oparciu o dowody materialne
powracamy do scholastyki. Bezimienny tłum twórców teorii "efektu
cieplarnianego" ma być przywołany do porządku przez znane z
imienia i nazwiska autorytety. Zgodnie ze średniowiecznym
kanonem debaty, wyznawcy antycieplarnianych guru nie domagają
się weryfikacji hipotez. Idą nawet dalej niż ich mentorzy:
stwierdzają, że klimat wcale nie zmienia się, a wszystkie
pomiary temperatury atmosfery są realizowane w ramach
ogólnoświatowej manipulacji.
Zarządzanie
oparte o wiedzę jest najnowszym wynalazkiem politologów.
Niechcianym efektem ubocznym jest upolitycznienie badań
naukowych. Zawsze wśród naukowców krążyła niewielka grupa ludzi
gotowych na największe poświęcenia dla zaspokojenia dowolnych
potrzeb propagandy. Nawet średnio inteligentny polityk potrafił
zwerbować z tej grupy autorytet naukowy gotowy świadczyć swoim
nazwiskiem słuszność opinii wygłaszanych w sporach decydentów.
Szczególną popularność zachowań tego rodzaju od lat wykazują
naukowcy związani z sektorem militarnym. W latach 1970tych
również koncerny farmaceutyczne i agrotechniczne włączyły się w
akcję wspierania swoich mętnych interesów przy pomocy
sprzedajnych ekspertów. Technologia wytwarzania i utrzymania w
mocy fałszywych świadectw naukowych podlega ciągłym zmianom.
Zmierza do pełnej dominacji w przestrzeni społecznej świadectw
naukowych zamawianych przez polityków (wynajętych przez
korporacje) nad świadectwami niezależnych ekspertów. Można więc
poważnie zastanawiać się nad realnością scenariusza, w którym
dziesiątki tysięcy mniej lub bardziej oportunistycznych
ekspertów dokumentują słuszność hipotezy użytecznej dla
kreatorów polityki gospodarczej świata.
Odwrócenie
proporcji w populacji klimatologów, prowadzące do dominacji tych
pracujących komercyjnie nad niezależnymi, wynika ze złożoności
przedmiotu badań. Wielkie zespoły badawcze, wyposażone w
rozległe sieci komputerów obrabiających niewyobrażalnie
skomplikowane modele matematyczne są finansowane na skalę
niedostępną w dotychczasowej historii nauki. Po drugiej stronie
debaty zabierają głos indywidualności, których motywacje z
pewnością nie są nakierowane na sukces materialny. Nie dysponują
niczym więcej niż ich własny komputer ani też nie tworzą
zespołów i sieci placówek badawczych. Korzystając z wyników
swoich badań w wąskich dziedzinach specjalności akademickich
potrafią jedynie wykazać błędy w interpretacjach poszczególnych
elementów modeli prezentowanych przez klimatologów zatrudnionych
przy "efekcie cieplarnianym". Ich adwersarze komentują te
wytknięcia zgodnie z powiedzeniem "psy szczekają - karawana
idzie dalej". Obustronne zarzuty o fałszowanie wyników i
niekompetencję prowadzą wprost do ostracyzmu. Do debaty naukowej
wkrada się pojęcie herezji i walki z odszczepieńcami, tak
charakterystyczne dla scholastyki z wieków średnich.
Opinia publiczna
jest od kilku lat konfrontowana z prezentacją wyników badań
naukowych, która posługuje się kategoriami religijnymi. Wierzący
w "efekt cieplarniany" reprezentują przy tym formę religii
państwowej, gdyż ich wyznanie jest podstawą umów
międzynarodowych i procesu legislacyjnego idącego w ślad za
nimi. Wreszcie dowiadujemy się, że heretycy (niewierzący w
"efekt cieplarniany")
bywają usuwani z katedr uniwersyteckich, a zdarza się, że są
represjonowani przez publikatory i masmedia. Śmierć cywilna
zadawana naukowym nonkonformistom godzi w samą podstawę
porządku społeczeństw demokratycznych. Większym jednak
problemem jest sposób podejmowania decyzji ustanowiony w Unii.
Technokraci z Komisji Europejskiej przyjęli "na wiarę" istnienie
"efektu cieplarnianego" i w imieniu nieświadomych rzeczy 400 mln
Europejczyków postanowili dokonać rewolucji technologicznej. Pomimo
istnienia wyliczeń, które dowodzą nieskuteczność zabiegów
zmierzających do ograniczenia emisji dwutlenku węgla, nie widzą
potrzeby analizy alternatywnych strategii przywracania równowagi
klimatycznej. Czysto mechanistyczne teorie lepiej pasują do
światopoglądu europejskiego.
Efekt
Cieplarniany w Polsce
Społeczność
akademicka nowych państw unijnych dopiero teraz zapoznaje się z systemem wartości funkcjonującym w europejskich
programach klimatycznych. Swoboda badań nie została dotychczas
zaburzona przez prywatyzację uczelni i instytutów. Światopogląd
polskich uczonych już jest poddany presji poprawności
politycznej, co jednak nie zamyka jeszcze drogi do kontestacji
co większych błędów dominujących teorii. Szczególne miejsce w
myśleniu Polaków zajmuje tradycja chrześcijańska, w której
pokora wobec roli Stwórcy w kreacji świata ma znaczenie
podstawowe. Popularność poglądów "antycieplarnianych" wzmaga
obserwacja, że najbardziej aktywnymi orędownikami "efektu" są
wyznawcy neopogańskiej wiary w istnienie bytu mniemanego,
nazywanego Gaja. Unia europejskich ekologów z
ugrupowaniami pacyfistycznymi i anarchistycznymi, powstałymi po
demontażu Kominformu, jest dla Polaków przesłanką braku zaufania
wobec każdej teorii wygłaszanej w tych środowiskach. Jednak
dotychczas negacja europejskiego myślenia o ekologii nie
doprowadziła do powstania polskiej alternatywy aksjologicznej.
Trzeba tu
zauważyć pewną bezradność konserwatywnego nurtu chrześcijaństwa
wobec współczesnych problemów ochrony środowiska.
Przyjęcie roli obdarowanej "korony stworzenia" mogło być
użyteczne aż do czasu, gdy człowiek zdołał przekroczyć ramy
zrównoważonego użytkowania zasobów naturalnych. Od co najmniej
stu lat ludzkość bierze coraz większy udział w
kształtowaniu warunków bytowania wszelkich form życia na Ziemi.
Nawet przyroda nieożywiona nie ostała się ingerencji ludzkiej.
Sprzeciw wobec dewastacji środowiska zrodził potrzebę
poszukiwania sił zdolnych do powstrzymania ludzkiej agresji.
Hipoteza Gai nazywa tak organizm dominujący nad ludzkością,
którego częściami składowymi jest zarówno biosfera jak i cała
nieożywiona materia planety Ziemia. Istnienie cywilizacji
ludzkiej jest dopuszczone przez Gaję, jednak po przekroczeniu
pewnej granicy to przyzwolenie ma być cofnięte. Ludzkość będzie
sprowadzona do przypadającego na nią miejsca w biosferze, a
poziom technologii powróci do tego znanego z wczesnych wieków
średnich. Wiara w istnienie materialnego bytu kształtującego
przyszłość ludzkości jest popularna wśród agnostyków, jednak
chrześcijanie widzą w niej odrodzenie się klasycznego pogaństwa.
Ojciec duchowy
znakomitej większości Polaków, Jan Paweł II daje jednoznaczną
wykładnię stosunku
chrześcijaństwa do ekologii. Po raz pierwszy w historii Kościół
postawił kategoryczne wymaganie wobec wszystkich chrześcijan:
nie wystarczy zaprzestać niszczenia środowiska, należy
przywrócić jego stan zgodny z naturą stworzenia. Dziesiątki
dokumentów wydanych przez Stolicę Apostolską zawierają przesłanie:
rolą człowieka na Ziemi jest utrzymanie w poszanowaniu każdej
formy życia danego od Stwórcy. Ludzkość podobnie jak
dinozaury zdominowała biosferę ale odróżnia się tym, że
potrafi posłużyć się rozumem. Niewątpliwie narastające tempo
zmian klimatycznych daje okazję do wykazania się zdolnością do
inteligentnego reagowania. Czy przesłanie Jana Pawła II
wystarczy żeby ukierunkować działanie ludzkości? Z pewnością
przywołanie jego autorytetu wspomoże kierunek na odtworzenie
warunków bytowania tych gatunków, których egzystencja na Ziemi
jest zagrożona. Jednak jeśli cały potencjał nauki światowej
nadal będzie eksploatował hipotezę "efektu cieplarnianego" to
pytanie, czy odbudowa biosfery będzie wystarczającym działaniem
żeby odwrócić zmiany klimatu, pozostanie bez odpowiedzi.
Nauka Polska ma więc ważną rolę do odegrania. Będąc naturalnym
depozytariuszem spuścizny Jana Pawła II powinna podołać zadaniu
uwzględnienia udziału biosfery w kształtowaniu warunków
klimatycznych na Ziemi.
Powszechnie znane
są powody, dla których atmosfera ziemska zawiera aż 21% tlenu,
gazu reagującego z wszystkimi substancjami obecnymi na
powierzchni ziemi. Wiadomo, że tlen atmosferyczny wyparty został
z dwutlenku węgla i wody (jedynych trwałych w atmosferze
ziemskiej związków węgla i wodoru) w procesie fotosyntezy. Jest
więc produktem przemiany materii z udziałem żywych organizmów.
Wiadomo też, że równowaga przemiany trwałych związków tlenu na
nietrwały gaz zależy od stabilności biosfery. Każde naruszenie
tej stabilności musi spowodować przesuniecie stanu równowagi
między dwutlenkiem węgla w atmosferze i wszystkimi innymi
postaciami węgla organicznego i nieorganicznego. Coraz szersza
jest też znajomość poglądów ekologów, którzy oceniają że obecny
stan biosfery jest podobny do znanych z historii Ziemi okresów
masowego wymierania. Wielu wskazuje nawet, że tempo wymierania
gatunków jest obecnie wielokrotnie szybsze niż to było w okresie
po katastrofie kosmicznej - upadku asteroidy przed 65 mln lat.
Dinozaury i niemal wszystkie wówczas zasiedlające Ziemię gatunki
roślin i zwierząt miały wyginąć w czasie tysięcy lat po upadku
asteroidy. Tymczasem obecnie większość gatunków zagrożonych
przez działanie człowieka znalazło się na granicy wymarcia w
czasie niewielu dziesięcioleci. Jak oddziałuje wiedza o tych
faktach na ocenę przyczyn niestabilności klimatu?
Najbardziej
wnikliwa lektura raportów komisji klimatycznych dostarcza
niewielu danych o relacji biosfery z równowagami klimatycznymi.
Większość dokumentów poświęconych temu aspektowi dotyczy potencjalnych zagrożeń dla życia na Ziemi
wynikających ze zmian temperatury troposfery. Uczestnictwo
biosfery w ograniczaniu emisji CO2 jest w zasadzie pomijane.
Równocześnie opis asymilacji CO2 przez lasy i uprawy rolne, przepływy tego
gazu na granicy atmosfery i wód oceanu, a również udział emisji
metanu pochodzącej z biologicznych procesów beztlenowych -
wszystko odniesiono do sytuacji zastanej w latach 1990-tych. Takie
usytuowanie poziomu bazowego dla opisu ekosystemów wynika z
arbitralnie przyjętej tezy o konieczności obrony zastanej
równowagi klimatycznej. Założenie wynikające z przesłanek o
charakterze politycznym zostało wprowadzone do opisu równowag
fizykochemicznych środowiska abiotycznego, a za tym poszły
wszystkie analizy stanu biosfery. Ekolodzy zatrudnieni przy
projektach klimatycznych podnoszą czasem zastrzeżenia do tego
sposobu prowadzenia badań. Jednak najważniejsze zastrzeżenie nie
przedostało się do raportów końcowych IPCC. Tak więc politycy i
publiczność nie dowiadują się, że w ekologii zawsze mamy do
czynienia z sytuacją dynamiczną, a stan biosfery w latach
1990-tych z pewnością nie jest zbliżony do tego, który
ukształtował równowagę klimatyczną uznawaną przez nas za
pożądaną.
Eliminacja
puszczy okrywającej Europę, Amerykę Północną i Azję
południowo-wschodnią wynikła z trwającej 60 tysięcy lat akcji
osiedleńczej. Wytrzebienie niemal wszystkich zwierząt dziko
żyjących na tych terytoriach również jest zasługą pokoleń
ludzkich poprzedzających erę uprzemysłowienia. Z pewnością
degradacja biosfery lądowej przyczyniła się do zmiany lokalnych
warunków klimatycznych, stepowienia i pustynnienia całych
regionów. Dopiero jednak dwudziestowieczne sukcesy w eliminacji
życia z morza i oceanu są przyczyną zmian klimatu w skali
globalnej. W latach 1990-tych środowisko wodne planety
przypomina jałową pustynię. Nieobecność prawie całej populacji
waleni i niemal wszystkich gatunków ryb drapieżnych spowodowała
katastrofalne zmiany warunków życiowych najmniejszych organizmów
wodnych. Podobnie jak to dzieje się na ugorze, wody
oceaniczne pozbawione dopływu biogenów przestają być dogodnym
środowiskiem dla rozwoju mikroorganizmów. Produkcja pierwotna,
której rolą w ekosystemie jest właśnie asymilacja CO2, ulega
degradacji pomimo coraz większej dostępności głównego składnika
odżywczego jakim jest dwutlenek węgla, coraz wyższej temperatury
wód i coraz intensywniejszego promieniowania słonecznego. Za
powstaniem luki w łańcuchu żywieniowym idzie kolejny
nieprzyjemny dla nas efekt sprzężenia dodatniego równowagi
ekologicznej - oceany nie dostarczają wystarczającej ilości
pożywienia tym gatunkom, które wcześniej zostały wyniszczone
przez rybołówstwo.
Z powyższego
rozumowania wynika wprost wniosek by stan biosfery ziemskiej
sprzed dewastującej eksploatacji przyjęto za punkt odniesienia
do analiz jego wpływu na równowagę klimatyczną. Zanik potencjału
życiowego na lądzie i w oceanach przekłada się na zmiany
klimatyczne z opóźnieniem dziesiątków lub nawet setek lat.
Jesteśmy więc na równi pochyłej i wskazywanie stanu głębokiej
nierównowagi jako punktu bazowego do oceny zjawisk klimatycznych
nie zaprowadzi nas do realnych wniosków. Aktualnie udział
produkcji pierwotnej oceanu w asymilacji CO2 nadal
przyczynia się do stabilizacji klimatu. Jednak stan klimatu,
któremu zawdzięczamy powstanie cywilizacji ludzkiej,
ukształtował się dziesiątki tysięcy lat wcześniej. Zrozumienie
tak skomplikowanych współzależności wymaga od analityków wiedzy
znacznie szerszej niż ten zakres jaki prezentują raporty końcowe
komisji klimatycznych. Komunikowanie się klimatologów z
informatykami jest zadaniem wykonywalnym, gdyż obie te dziedziny
wiedzy bazują na podobnych schematach metodologicznych. Jednak
rozważania ekologów poszły daleko poza dziedziny spenetrowane
przez największych erudytów spośród specjalistów od fizyki
atmosfery. Nie tylko klasyczna biologia i fizjologia ale już
biologia molekularna i inżynieria genetyczna kształtują poglądy
ekologów. Argumentacja wynikająca z dokonań tych niedawno
powstałych dziedzin nauk biologicznych natrafia na ścianę
niezrozumienia.
Specyficznie
polska metoda kształcenia absolwentów wydziałów przyrodniczych
niesie unikalną wartość - polski ekolog porusza się swobodnie w
tak odległych dziedzinach jak toksykologia i agrotechnika,
socjologia i fizyka. W porównaniu do zakresu dydaktyki uczelni
europejskich i amerykańskich polskie uniwersytety rutynowo
produkują erudytów. Nasz naukowiec musi dokonać wysiłku żeby
dorównać swoim zagranicznym kolegom w biegłości realizacji
konkretnych zadań w jednej wąskiej specjalności badawczej.
Natomiast jego przewaga w debatach interdyscyplinarnych jest
niepodważalna. Rozważania klimatologów mogłyby wiele skorzystać
na udziale polskich specjalistów, gdyby ci postanowili poważnie
zaangażować się w budowanie bazy naukowej dla polityki
klimatycznej. Jednak polskie uczelnie nie są reprezentowane w
indeksach twórców hipotezy "efektu cieplarnianego". Z pewnością
jest to efektem innej unikalnej wartości kultywowanej na naszych
uniwersytetach. Piramida feudalnych zależności to rezultat
dziesięcioleci budowania schematu planowej gospodarki wiedzą. Na
jej szczycie usadowieni przed dziesiątkami lat funkcjonariusze
partyjnej elity władzy naukowej nie widzą powodu do
zaangażowania swoich zespołów w tematy spoza swoich tradycyjnych
zainteresowań. Naukowcy z pokolenia niepodległościowego muszą
emigrować, jeśli ich zainteresowania nie pokrywają się z
tendencjami obowiązującymi wśród establishmentu uczelnianego.
Nieobecność
polskich grup badawczych zajmujących się "efektem cieplarnianym"
nie eliminuje jednak możliwości prowadzenia niezwykle
interesujących dyskusji. Akademicka młodzież aktywnie
uczestniczy w debacie prowadzonej w sieci. Nawet będąc już na
emigracji buduje polskojęzyczną bazę wiedzy niezbędnej do
zrozumienia rzeczywiście istniejących zjawisk klimatycznych. W celu zainicjowania debaty
w kraju publikujemy zbiór esejów
poświęconych "efektowi cieplarnianemu". Zbiór powstał jako kompilacja
dziesiątków tekstów, mniej lub bardziej kontrowersyjnych,
niepublikowanych lub mało dostrzeganych. Są to
nieco wygładzone wersje nadesłanych opinii i opracowań:
Ekologia o klimacie
Inżynieria o klimacie
Ekotoksykologia o
klimacie
Kosmologia o klimacie
Historia o klimacie
|