Witryna "Polska Zielona Gospodarka" to strona informacyjna dla przedsiębiorstw i instytucji z branży 'ochrona środowiska'. W ramach rutynowej działalności redakcji PZG powstają przeglądy struktur i form aktywności w branży.

rocznik 2003

rocznik 2004
Pierwszy przegląd poświęcony był definicji Zielonej Gospodarki, jej powstaniu w Polsce i perspektywie rozwoju. Kolejny był prezentacją zasad budowy schematów zrównoważonego rozwoju gospodarki światowej oraz skuteczności już wdrożonych zachęt instytucjonalnych i ekonomicznych.

Aktualny przegląd poświęcamy problemowi "efektu cieplarnianego" i wpływu tej doktryny ekologicznej na potencjał ekonomiczny Polskiej Zielonej Gospodarki.


Ciemna strona efektu cieplarnianego


Emisja CO2 pochodząca z gospodarki jest powodem katastrofalnych zmian klimatycznych. Społeczność międzynarodowa postanowiła ograniczyć emisję tego gazu. Na konferencji w Kioto uzgodniono, że gospodarka światowa będzie zmierzać do ustabilizowania emisji CO2 na poziomie z lat 1990-tych.
Od tego czasu każdy inwestor musi odpowiedzieć sobie na pytanie o relację swoich planów rozwoju z polityką ograniczenia emisji CO2. Przedsiębiorcy posiadający instalacje emitujące CO2 muszą podjąć temat minimalizacji emisji. Nawet posiadacze samochodów widzą "efekt cieplarniany" w rosnących cenach paliw, gdyż politycy szczodrze obciążają je akcyzami.
Nie ma takiego skrawka ekonomii, by nie można tam zobaczyć konsekwencji polityki minimalizacji emisji CO2.
Tak w skrócie przedstawia się zespół problemów gospodarczych najczęściej zwany "efektem cieplarnianym".

W ramach zwalczania "efektu cieplarnianego" ONZ powołała międzynarodową komisję do spraw zmian klimatycznych IPCC (Intergovernmental Panel on Climate Change). Zadaniem tej komisji jest koordynacja badań naukowych nad przyczynami i skutkami pojawienia się niekorzystnych zmian klimatycznych w XX wieku. Docelowym zadaniem komisji ma być wskazanie skutecznej strategii dostosowania gospodarki światowej do zmian klimatycznych, jak też możliwości ograniczenia tych zmian. Trzeci raport w sprawie "efektu cieplarnianego" ukazał się w 2001 roku, po dziesięciu latach wytężonych wysiłków tysięcy naukowców z całego świata. Końcowe wnioski podsumowania, skierowanego do polityków decydujących o przyszłości świata, zawarte są w kilku ważnych konkluzjach:

1. Ocieplenie klimatu jest stwierdzone jako efekt wynikający z antropogenicznej emisji gazów cieplarnianych.

2. Niezależnie od sposobu realizacji światowej polityki gospodarczej temperatura powierzchni Ziemi będzie rosnąć przez setki lat.

3. Osłabienie niekorzystnych dla gospodarki zmian klimatycznych wymaga ograniczenia emisji gazów cieplarnianych znacznie radykalniejszej niż planowana w ramach porozumień z Kioto.

4. Obok działań na rzecz ograniczenia emisji gazów cieplarnianych należy podjąć kroki w celu dostosowania gospodarki światowej do przewidywanych zmian klimatu.

Zapowiedź katastrofy klimatycznej poparta jest kilku tysiącami stron podsumowań analiz klimatologów z wszystkich liczących się ośrodków badawczych. Dokumentacja prac badawczych obejmuje miliony stron opracowań naukowych i dziesiątki modeli komputerowych, które opisują stan atmosfery oraz czynniki klimatyczne wpływające na biosferę ziemską. Nie można dziwić się politykom, że uznali naukowe dyrektywy dla kreacji nowej polityki gospodarczej za dobrze udokumentowane. Jednak przyrodnikom brakuje w tej dokumentacji wystarczająco jasnego zobrazowania udziału oceanu światowego w równowadze energetycznej powierzchni Ziemi i atmosfery. Od dawna ekolodzy wysuwają żądanie precyzyjnego opisu uczestnictwa biosfery ziemskiej w procesach emisji i wiązania CO2 i metanu. Nadal można wskazać wiele niedoskonałości opisu aktualnego stanu klimatu, jak też niepewność projekcji zmian do mniej i bardziej odległej przyszłości. Nie oznacza to jednak, że polityka ograniczania emisji gazów cieplarnianych jest obiektem poważnej krytyki w środowisku naukowym. Przezorność nakazuje zminimalizować presję gospodarki na środowisko, nawet jeśli dokumentacja uzasadniająca tę dyrektywę może w przyszłości okazać się niepełną.

Zielona Gospodarka jest od początku zaangażowana w budowę systemu ochrony klimatu na Ziemi. Dziesiątki specjalności zawodowych i aktywności gospodarczych zawdzięcza swoje zaistnienie w ekonomice globalnej tylko idei "zbawienia naszego świata" przy pomocy ekoenergetyki. Wymienić trzeba najważniejsze spośród ekotechnologii, które mają zawrócić nas z drogi do katastrofy klimatycznej.

1. Biopaliwa - obsiano miliony hektarów upraw energetycznych w celu zastąpienia paliw kopalnych. Energia słoneczna jest przetwarzana na biomasę, która asymiluje CO2 z atmosfery. Następne spalenie biomasy (w celu pozyskania energii) uwalnia CO2, ale ten będzie znów zużyty w kolejnym cyklu uprawy energetycznej.

2. Energia słoneczna - powstały już farmy słoneczne zdolne do komercyjnego wytwarzania energii cieplnej lub elektrycznej dzięki bezpośredniej przemianie promieniowania w najrozmaitszych specjalnie zbudowanych urządzeniach.

3. Energia wiatru i fal morskich - jedna z najszybciej rosnących gałęzi energetyki odnawialnej, która wprost wykorzystuje zjawiska klimatyczne w celu wytwarzania energii elektrycznej.

4. Elektrownie wodne - najstarsza forma energetyki, której renesans zawdzięczamy polityce ograniczania emisji.

5. Energia jądrowa - całkowicie wolna od emisji CO2, jedyna z tradycyjnych branż energetyki, która nie będzie ograniczana w związku z "efektem cieplarnianym"

Energetyka alternatywna wobec spalania paliw kopalnych jest już ważnym uczestnikiem rynku energii. Zatrudnia miliony osób, wśród których jest kadra inżynierska z najwyższej półki. Włącza do rynku pracy również znaczną grupę pracowników o niskich kwalifikacjach. Otoczona atmosferą posłannictwa, umocowana na bazie odkryć ekologii, wspierana niepoliczalnymi fundacjami rządowymi, dobroczynnymi i komercyjnymi, ekoenergetyka staje się elementem kulturowym ery postindustrialnej. Na tle solidarnej akcji wszystkich państw uprzemysłowionych odstają dwa wyjątki. USA nie ratyfikowały protokołu o ograniczeniu emisji CO2, pomimo że energetyka odnawialna odniosła tam największy sukces rynkowy. Polska tymczasem nie robi nic w celu ograniczenia emisji poprzez zwiększenie udziału energetyki alternatywnej do spalania węgla. Pomimo, że protokół z Kioto ratyfikowała, a następnie weszła do Unii Europejskiej, która dyktuje najszybsze tempo redukcji emisji.

Izolacja od tendencji w światowej energetyce ma w Polsce wymiar socjalny. Tradycja węglowej energetyki wywiera wpływ na poglądy polityków i środowisk naukowych wspierających politykę państwa. Nie oznacza to jednak, że polska Transformacja pozostała bez wpływu na ekomodernizację gospodarki. W czasie 15 lat dostoswania polskiej gospodarki do wymogów nakładanych przez akcesję do Unii Europejskiej zdarzyło się tu wiele akcji władz państwowych, zmierzających do obniżenia presji gospodarki na środowisko:

  • Szkodliwe dla środowiska branże przemysłowe zmniejszyły skalę produkcji o ponad 60%.
  • Wynegocjowano minimalne dopłaty dla rolnictwa, co zapewnia eliminację presji polskich rolników na rynek środków ochrony roślin.
  • Rybołówstwo oceaniczne zlikwidowano całkowicie, a bałtyckie zmniejszono o połowę.
  • Dwukrotnie poprawiły się parametry energooszczędności przemysłu, gospodarki komunalnej i budownictwa.

Dopełnieniem wszystkich przemian może być udział środowisk naukowych w pracach analitycznych IPCC, co już zapowiada pojawienie się polskiego reprezentanta na tegorocznej 24 konferencji w Montrealu. Wprawdzie władze państwowe nie wykazują większego zainteresowania dyskusją o podstawach klimatycznej polityki światowej. Decyzje wydawane pod egidą ONZ i Unii Europejskiej przyjmują jako bezdyskusyjne. Jednak wśród polskich specjalistów debata nie słabnie, gdyż opinie alternatywne do powszechnie uznawanych za słuszne znajdują tu wielu zwolenników.

Niezmiernie trudno jest polemizować z pierwszą w historii ludzkości globalną akcją na rzecz środowiska. Opinia, że akcja ta będzie kosztować gospodarkę globalną tysiące miliardów dolarów, nie wydaje się dość mocnym argumentem. Zwolennicy "efektu cieplarnianego" są gotowi ponieść największe ofiary (w imieniu społeczności narodowych) w celu spełnienia misji "zbawienia Ziemi". Tym chętniej, że znaczna część tych sum przypuszczalnie trafi do ich własnych kieszeni. Ryzyko związane z próbą podważenia aksjomatu (jakim już jest antropogeniczny charakter zmian klimatycznych) wstrzymuje dyskusję w środowisku przyrodników. Widoczne wady logiczne dowodów na słuszność hipotezy są przedstawiane przez nieliczne grupy ekologów zawodowych, pochodzących z obu nacji opozycyjnych wobec polityki światowej. Amerykanie mają dostęp do niedawno ujawnionych oceanologicznych dokumentacji marynarki, które już doprowadziły do rewolucyjnych zmian w poglądach na ekosystem oceanu. Polacy natomiast uzyskali status niezależnego obserwatora dzięki oddzieleniu od procesu decyzyjnego. Wszelkie działania proekologiczne w Polsce toczą się pod dyktando wymagań Unii Europejskiej, więc polscy specjaliści mogą wyrażać opinie nie skalane ukierunkowaniem komercyjnym.

 

 

Popularny w Polsce nurt "antycieplarniany" zwykle nie posługuje się naukową prezentacją argumentów. Światowej tendencji, opartej o budżet dziesiątków miliardów dolarów, przeciwstawia gołosłowne deklaracje niewiary. Kolejna forma spiskowej teorii dziejów jest wiodącą hipotezą, w cieniu której poniewierają się mniej spektakularne, choć rzetelniej udokumentowane. Najważniejszą konstatacją obserwatorów sporu jest spostrzeżenie, że po setkach lat tradycji budowania wiedzy w oparciu o dowody materialne powracamy do scholastyki. Bezimienny tłum twórców teorii "efektu cieplarnianego" ma być przywołany do porządku przez znane z imienia i nazwiska autorytety. Zgodnie ze średniowiecznym kanonem debaty, wyznawcy antycieplarnianych guru nie domagają się weryfikacji hipotez. Idą nawet dalej niż ich mentorzy: stwierdzają, że klimat wcale nie zmienia się, a wszystkie pomiary temperatury atmosfery są realizowane w ramach ogólnoświatowej manipulacji.

Zarządzanie oparte o wiedzę jest najnowszym wynalazkiem politologów. Niechcianym efektem ubocznym jest upolitycznienie badań naukowych. Zawsze wśród naukowców krążyła niewielka grupa ludzi gotowych na największe poświęcenia dla zaspokojenia dowolnych potrzeb propagandy. Nawet średnio inteligentny polityk potrafił zwerbować z tej grupy autorytet naukowy gotowy świadczyć swoim nazwiskiem słuszność opinii wygłaszanych w sporach decydentów. Szczególną popularność zachowań tego rodzaju od lat wykazują naukowcy związani z sektorem militarnym. W latach 1970tych również koncerny farmaceutyczne i agrotechniczne włączyły się w akcję wspierania swoich mętnych interesów przy pomocy sprzedajnych ekspertów. Technologia wytwarzania i utrzymania w mocy fałszywych świadectw naukowych podlega ciągłym zmianom. Zmierza do pełnej dominacji w przestrzeni społecznej świadectw naukowych zamawianych przez polityków (wynajętych przez korporacje) nad świadectwami niezależnych ekspertów. Można więc poważnie zastanawiać się nad realnością scenariusza, w którym dziesiątki tysięcy mniej lub bardziej oportunistycznych ekspertów dokumentują słuszność hipotezy użytecznej dla kreatorów polityki gospodarczej świata.

Odwrócenie proporcji w populacji klimatologów, prowadzące do dominacji tych pracujących komercyjnie nad niezależnymi, wynika ze złożoności przedmiotu badań. Wielkie zespoły badawcze, wyposażone w rozległe sieci komputerów obrabiających niewyobrażalnie skomplikowane modele matematyczne są finansowane na skalę niedostępną w dotychczasowej historii nauki. Po drugiej stronie debaty zabierają głos indywidualności, których motywacje z pewnością nie są nakierowane na sukces materialny. Nie dysponują niczym więcej niż ich własny komputer ani też nie tworzą zespołów i sieci placówek badawczych. Korzystając z wyników swoich badań w wąskich dziedzinach specjalności akademickich potrafią jedynie wykazać błędy w interpretacjach poszczególnych elementów modeli prezentowanych przez klimatologów zatrudnionych przy "efekcie cieplarnianym". Ich adwersarze komentują te wytknięcia zgodnie z powiedzeniem "psy szczekają - karawana idzie dalej". Obustronne zarzuty o fałszowanie wyników i niekompetencję prowadzą wprost do ostracyzmu. Do debaty naukowej wkrada się pojęcie herezji i walki z odszczepieńcami, tak charakterystyczne dla scholastyki z wieków średnich.

Opinia publiczna jest od kilku lat konfrontowana z prezentacją wyników badań naukowych, która posługuje się kategoriami religijnymi. Wierzący w "efekt cieplarniany" reprezentują przy tym formę religii państwowej, gdyż ich wyznanie jest podstawą umów międzynarodowych i procesu legislacyjnego idącego w ślad za nimi. Wreszcie dowiadujemy się, że heretycy (niewierzący w "efekt cieplarniany") bywają usuwani z katedr uniwersyteckich, a zdarza się, że są represjonowani przez publikatory i masmedia. Śmierć cywilna zadawana naukowym nonkonformistom godzi w samą podstawę porządku społeczeństw demokratycznych. Większym jednak problemem jest sposób podejmowania decyzji ustanowiony w Unii. Technokraci z Komisji Europejskiej przyjęli "na wiarę" istnienie "efektu cieplarnianego" i w imieniu nieświadomych rzeczy 400 mln Europejczyków postanowili dokonać rewolucji technologicznej. Pomimo istnienia wyliczeń, które dowodzą nieskuteczność zabiegów zmierzających do ograniczenia emisji dwutlenku węgla, nie widzą potrzeby analizy alternatywnych strategii przywracania równowagi klimatycznej. Czysto mechanistyczne teorie lepiej pasują do światopoglądu europejskiego.

Efekt Cieplarniany w Polsce

Społeczność akademicka nowych państw unijnych dopiero teraz zapoznaje się z systemem wartości funkcjonującym w europejskich programach klimatycznych. Swoboda badań nie została dotychczas zaburzona przez prywatyzację uczelni i instytutów. Światopogląd polskich uczonych już jest poddany presji poprawności politycznej, co jednak nie zamyka jeszcze drogi do kontestacji co większych błędów dominujących teorii. Szczególne miejsce w myśleniu Polaków zajmuje tradycja chrześcijańska, w której pokora wobec roli Stwórcy w kreacji świata ma znaczenie podstawowe. Popularność poglądów "antycieplarnianych" wzmaga obserwacja, że najbardziej aktywnymi orędownikami "efektu" są wyznawcy neopogańskiej wiary w istnienie bytu mniemanego, nazywanego Gaja. Unia europejskich ekologów z ugrupowaniami pacyfistycznymi i anarchistycznymi, powstałymi po demontażu Kominformu, jest dla Polaków przesłanką braku zaufania wobec każdej teorii wygłaszanej w tych środowiskach. Jednak dotychczas negacja europejskiego myślenia o ekologii nie doprowadziła do powstania polskiej alternatywy aksjologicznej.

Trzeba tu zauważyć pewną bezradność konserwatywnego nurtu chrześcijaństwa wobec współczesnych problemów ochrony środowiska. Przyjęcie roli obdarowanej "korony stworzenia" mogło być użyteczne aż do czasu, gdy człowiek zdołał przekroczyć ramy zrównoważonego użytkowania zasobów naturalnych. Od co najmniej stu lat ludzkość bierze coraz większy udział w kształtowaniu warunków bytowania wszelkich form życia na Ziemi. Nawet przyroda nieożywiona nie ostała się ingerencji ludzkiej. Sprzeciw wobec dewastacji środowiska zrodził potrzebę poszukiwania sił zdolnych do powstrzymania ludzkiej agresji. Hipoteza Gai nazywa tak organizm dominujący nad ludzkością, którego częściami składowymi jest zarówno biosfera jak i cała nieożywiona materia planety Ziemia. Istnienie cywilizacji ludzkiej jest dopuszczone przez Gaję, jednak po przekroczeniu pewnej granicy to przyzwolenie ma być cofnięte. Ludzkość będzie sprowadzona do przypadającego na nią miejsca w biosferze, a poziom technologii powróci do tego znanego z wczesnych wieków średnich. Wiara w istnienie materialnego bytu kształtującego przyszłość ludzkości jest popularna wśród agnostyków, jednak chrześcijanie widzą w niej odrodzenie się klasycznego pogaństwa.

Ojciec duchowy znakomitej większości Polaków, Jan Paweł II daje jednoznaczną wykładnię stosunku chrześcijaństwa do ekologii. Po raz pierwszy w historii Kościół postawił kategoryczne wymaganie wobec wszystkich chrześcijan: nie wystarczy zaprzestać niszczenia środowiska, należy przywrócić jego stan zgodny z naturą stworzenia. Dziesiątki dokumentów wydanych przez Stolicę Apostolską zawierają przesłanie: rolą człowieka na Ziemi jest utrzymanie w poszanowaniu każdej formy życia danego od Stwórcy. Ludzkość podobnie jak dinozaury zdominowała biosferę ale odróżnia się tym, że potrafi posłużyć się rozumem. Niewątpliwie narastające tempo zmian klimatycznych daje okazję do wykazania się zdolnością do inteligentnego reagowania. Czy przesłanie Jana Pawła II wystarczy żeby ukierunkować działanie ludzkości? Z pewnością przywołanie jego autorytetu wspomoże kierunek na odtworzenie warunków bytowania tych gatunków, których egzystencja na Ziemi jest zagrożona. Jednak jeśli cały potencjał nauki światowej nadal będzie eksploatował hipotezę "efektu cieplarnianego" to pytanie, czy odbudowa biosfery będzie wystarczającym działaniem żeby odwrócić zmiany klimatu, pozostanie bez odpowiedzi. Nauka Polska ma więc ważną rolę do odegrania. Będąc naturalnym depozytariuszem spuścizny Jana Pawła II powinna podołać zadaniu uwzględnienia udziału biosfery w kształtowaniu warunków klimatycznych na Ziemi.

Powszechnie znane są powody, dla których atmosfera ziemska zawiera aż 21% tlenu, gazu reagującego z wszystkimi substancjami obecnymi na powierzchni ziemi. Wiadomo, że tlen atmosferyczny wyparty został z dwutlenku węgla i wody (jedynych trwałych  w atmosferze ziemskiej związków węgla i wodoru) w procesie fotosyntezy. Jest więc produktem przemiany materii z udziałem żywych organizmów. Wiadomo też, że równowaga przemiany trwałych związków tlenu na nietrwały gaz zależy od stabilności biosfery. Każde naruszenie tej stabilności musi spowodować przesuniecie stanu równowagi między dwutlenkiem węgla w atmosferze i wszystkimi innymi postaciami węgla organicznego i nieorganicznego. Coraz szersza jest też znajomość poglądów ekologów, którzy oceniają że obecny stan biosfery jest podobny do znanych z historii Ziemi okresów masowego wymierania. Wielu wskazuje nawet, że tempo wymierania gatunków jest obecnie wielokrotnie szybsze niż to było w okresie po katastrofie kosmicznej - upadku asteroidy przed 65 mln lat. Dinozaury i niemal wszystkie wówczas zasiedlające Ziemię gatunki roślin i zwierząt miały wyginąć w czasie tysięcy lat po upadku asteroidy. Tymczasem obecnie większość gatunków zagrożonych przez działanie człowieka znalazło się na granicy wymarcia w czasie niewielu dziesięcioleci. Jak oddziałuje wiedza o tych  faktach na ocenę przyczyn niestabilności klimatu?

Najbardziej wnikliwa lektura raportów komisji klimatycznych dostarcza niewielu danych o relacji biosfery z równowagami klimatycznymi. Większość dokumentów poświęconych temu aspektowi dotyczy potencjalnych zagrożeń dla życia na Ziemi wynikających ze zmian temperatury troposfery. Uczestnictwo biosfery w ograniczaniu emisji CO2 jest w zasadzie pomijane. Równocześnie opis asymilacji CO2 przez lasy i uprawy rolne, przepływy tego gazu na granicy atmosfery i wód oceanu, a również udział emisji metanu pochodzącej z biologicznych procesów beztlenowych - wszystko odniesiono do sytuacji zastanej w latach 1990-tych. Takie usytuowanie poziomu bazowego dla opisu ekosystemów wynika z arbitralnie przyjętej tezy o konieczności obrony zastanej równowagi klimatycznej. Założenie wynikające z przesłanek o charakterze politycznym zostało wprowadzone do opisu równowag fizykochemicznych środowiska abiotycznego, a za tym poszły wszystkie analizy stanu biosfery. Ekolodzy zatrudnieni przy projektach klimatycznych podnoszą czasem zastrzeżenia do tego sposobu prowadzenia badań. Jednak najważniejsze zastrzeżenie nie przedostało się do raportów końcowych IPCC. Tak więc politycy i publiczność nie dowiadują się, że w ekologii zawsze mamy do czynienia z sytuacją dynamiczną, a stan biosfery w latach 1990-tych z pewnością nie jest zbliżony do tego, który ukształtował równowagę klimatyczną uznawaną przez nas za pożądaną.

Eliminacja puszczy okrywającej Europę, Amerykę Północną i Azję południowo-wschodnią wynikła z trwającej 60 tysięcy lat akcji osiedleńczej. Wytrzebienie niemal wszystkich zwierząt dziko żyjących na tych terytoriach również jest zasługą pokoleń ludzkich  poprzedzających erę uprzemysłowienia. Z pewnością degradacja biosfery lądowej przyczyniła się do zmiany lokalnych warunków klimatycznych, stepowienia i pustynnienia całych regionów. Dopiero jednak dwudziestowieczne sukcesy w eliminacji życia z morza i oceanu są przyczyną zmian klimatu w skali globalnej. W latach 1990-tych środowisko wodne planety przypomina jałową pustynię. Nieobecność prawie całej populacji waleni i niemal wszystkich gatunków ryb drapieżnych spowodowała katastrofalne zmiany warunków życiowych najmniejszych organizmów wodnych. Podobnie jak to dzieje się  na ugorze, wody oceaniczne pozbawione dopływu biogenów przestają być dogodnym środowiskiem dla rozwoju mikroorganizmów. Produkcja pierwotna, której rolą w ekosystemie jest właśnie asymilacja CO2, ulega degradacji pomimo coraz większej dostępności głównego składnika odżywczego jakim jest dwutlenek węgla, coraz wyższej temperatury wód i coraz intensywniejszego promieniowania słonecznego. Za powstaniem luki w łańcuchu żywieniowym idzie kolejny nieprzyjemny dla nas efekt sprzężenia dodatniego równowagi ekologicznej - oceany nie dostarczają wystarczającej ilości pożywienia tym gatunkom, które wcześniej zostały wyniszczone przez rybołówstwo.

Z powyższego rozumowania wynika wprost wniosek by stan biosfery ziemskiej sprzed dewastującej eksploatacji przyjęto za punkt odniesienia do analiz jego wpływu na równowagę klimatyczną. Zanik potencjału życiowego na lądzie i w oceanach przekłada się na zmiany klimatyczne z opóźnieniem dziesiątków lub nawet setek lat. Jesteśmy więc na równi pochyłej i wskazywanie stanu głębokiej nierównowagi jako punktu bazowego do oceny zjawisk klimatycznych nie zaprowadzi nas do realnych wniosków. Aktualnie udział produkcji pierwotnej oceanu w asymilacji CO2 nadal przyczynia się do stabilizacji klimatu. Jednak stan klimatu, któremu zawdzięczamy  powstanie cywilizacji ludzkiej, ukształtował się dziesiątki tysięcy lat wcześniej. Zrozumienie tak skomplikowanych współzależności wymaga od analityków wiedzy znacznie szerszej niż ten zakres jaki prezentują raporty końcowe komisji klimatycznych. Komunikowanie się klimatologów z informatykami jest zadaniem wykonywalnym, gdyż obie te dziedziny wiedzy bazują na podobnych schematach metodologicznych. Jednak rozważania ekologów poszły daleko poza dziedziny spenetrowane przez największych erudytów spośród specjalistów od fizyki atmosfery. Nie tylko klasyczna biologia i fizjologia ale już biologia molekularna i inżynieria genetyczna kształtują poglądy ekologów. Argumentacja wynikająca z dokonań tych niedawno powstałych dziedzin nauk biologicznych natrafia na ścianę niezrozumienia.

Specyficznie polska metoda kształcenia absolwentów wydziałów przyrodniczych niesie unikalną wartość - polski ekolog porusza się swobodnie w tak odległych dziedzinach jak toksykologia i agrotechnika, socjologia i fizyka. W porównaniu do zakresu dydaktyki uczelni europejskich i amerykańskich polskie uniwersytety rutynowo produkują erudytów. Nasz naukowiec musi dokonać wysiłku żeby dorównać swoim zagranicznym kolegom w biegłości realizacji konkretnych zadań w jednej wąskiej specjalności badawczej. Natomiast jego przewaga w debatach interdyscyplinarnych jest niepodważalna. Rozważania klimatologów mogłyby wiele skorzystać na udziale polskich specjalistów, gdyby ci postanowili poważnie zaangażować się w budowanie bazy naukowej dla polityki klimatycznej. Jednak polskie uczelnie nie są reprezentowane w indeksach twórców hipotezy "efektu cieplarnianego". Z pewnością jest to efektem innej unikalnej wartości kultywowanej na naszych uniwersytetach. Piramida feudalnych zależności to rezultat dziesięcioleci budowania schematu planowej gospodarki wiedzą. Na jej szczycie usadowieni przed dziesiątkami lat funkcjonariusze partyjnej elity władzy naukowej nie widzą powodu do zaangażowania swoich zespołów w tematy spoza swoich tradycyjnych zainteresowań. Naukowcy z pokolenia niepodległościowego muszą emigrować, jeśli ich zainteresowania nie pokrywają się z tendencjami obowiązującymi wśród establishmentu uczelnianego.

Nieobecność polskich grup badawczych zajmujących się "efektem cieplarnianym" nie eliminuje jednak możliwości prowadzenia niezwykle interesujących dyskusji. Akademicka młodzież aktywnie uczestniczy w debacie prowadzonej w sieci. Nawet będąc już na emigracji buduje polskojęzyczną bazę wiedzy niezbędnej do zrozumienia rzeczywiście istniejących zjawisk klimatycznych. W celu zainicjowania debaty w kraju publikujemy zbiór esejów poświęconych "efektowi cieplarnianemu". Zbiór powstał jako kompilacja dziesiątków tekstów, mniej lub bardziej kontrowersyjnych, niepublikowanych lub mało dostrzeganych. Są to nieco wygładzone wersje nadesłanych opinii i opracowań:

Ekologia o klimacie

Inżynieria o klimacie

Ekotoksykologia o klimacie

Kosmologia o klimacie

Historia o klimacie

 


komentarze prosimy nadsyłać na adres redakcji
 
po aktualizacji w dniu 01.07.2006 stronę odwiedziło

gości

 
 

terytorialne
dolnośląskie (26)
kujawsko-pomorskie (21)
lubelskie (12)
lubuskie (5)
łódzkie (18)
małopolskie (28)
mazowieckie (66)
opolskie (6)
podkarpackie (15)
podlaskie (5)
pomorskie (40)
śląskie (46)
świętokrzyskie (8)
warmińsko-mazurskie (12)
wielkopolskie (27)
zachodniopomorskie (20)
sektory
Powietrze(27)
Woda(108)
Ziemia(106)
Administracja(52)
Fundusze(12)
Inspekcja(9)
Inwestycje(25)
Dostawcy(43)
Budowlane(52)
Oczyszczalnie(20)
Kanalizacja(14)
Wysypiska(7)
Projektowe(141)
Analityczne(67)
Ekspertyzy(38)
Inżynieria(37)
Kanalizacja(13)
Konsulting(16)
Ocena(28)
Oczyszczalnia(28)
Odpad(46)
Ścieki(42)
Zarządzanie(96)
Utylizacja(25)
Składowisko(81)
Komunalne(51)
Przemyslowe(33)
Oczyszczalnia(20)
Wywóz(64)
Komunalne(42)
Niebezpieczne(16)